Postanowiłam poruszyć bardzo popularny w sferze blogowej
temat, mianowicie pielęgnacje włosów.
Moje włosy są dosyć cienkie, brakuje im objętości. Muszę myć
je bardzo często, na drugi dzień nadają się tylko do związania. Suszenie i
prostowanie jest u mnie na porządku dziennym, nieraz zdarza mi się zmieniać
kolor. Te produkty pozwalają mi utrzymać je w miarę dobrym stanie.
SZAMPON – GREEN PHARMACY – SZAMPON DLA WŁOSÓW OSŁABIONYCH I
ZNISZCZONYCH
Jest to produkt, który zmieniam zdecydowanie najczęściej. Nie
jestem przywiązana do żadnej marki – uzależniam się jedynie od ładnych
zapachów. Nie znoszę „ciężkich” szamponów (np. Syoss) – moje włosy są po nim
bardzo oklapnięte, przetłuszczone. Po rumiankowym szamponie (w tym wypadku
zapach nie oszałamia ;)) czuje, że są one dobrze oczyszczone. Jak wiadomo,
rumianek delikatnie rozjaśnia włosy.
ODŻYWKA/MASKA – LOREAL ELSEVE – NATYCHMIASTOWA KURACJA
OBDUDOWUJĄCA
W tym wypadku jestem stała w uczuciach – ta maska jest moim zdecydowanym
numerem jeden! Każdy jej rodzaj sprawdza się u mnie doskonale, miałam już
wszystkie. Idealnie wygładza włosy, nie ma problemu z ich rozczesaniem.
ODŻYWKA BEZ SPŁUKIWANIA – GLISS KUR – EKSPRESOWA ODŻYWKA
REGENERACYJNA
Włosy świetnie się po niej rozczesują, lubię ją za ładny
zapach. Każdy jej rodzaj ma bardzo podobne właściwości i działanie – testuje wszystkie
po kolei. Używam po każdym myciu.
OLEJEK – LOREAL ELSEVE – ELIKSIR ODŻYWCZY
Fajny produkt, dodatkowy „bajer” w pielęgnacji. Wgniatam go
w mokre końce, następnie używam suszarki. Włosy są po nim bardziej błyszczące i
gładkie. W przeciwieństwie do Eliksiru Upiększającego tej samej firmy (wysuszał
moje włosy), sprawdza się bardzo dobrze.
SUCHY SZAMPON – BATISTE – WILD
Przydatny produkt, nieraz pomógł mi w sytuacji, w której nie
było czasu na mycie włosów. Nie powoduje jednak efektu „wow” – moje włosy
nadają się do związania w kucyk.
LAKIER – WELLA – WELLAFLEX
Tutaj również nie jestem wierna jednej marce. W tej sferze
lubię testować nowości. Ten lakier sprawdza się bardzo dobrze.